Persephone

WYGLĄD

Widok nieznanej twarzy przytłaczał ją jeszcze bardziej. Niemalże biała jak papier skóra w bladym świetle wyglądała prawie jak skóra nieboszczyka. Chuda sylwetka tak samo, jak średnie piersi oraz proste, zgrabne nogi były zakrywane przez niebieskie ubrania. Od samego obudzenia się zawsze przed lustrem wodziła opuszkami długich palców po swojej lekko trójkątnej szczęce oraz po delikatnie wydętych kościach policzkowych i także lekko przygasłych piegach. Usta były ustawione w wieczny grymas, a jaj jasnomalinowe wargi chyba nie znały uśmiechu. Nos miała prosty, chyba ładny, nie wiedziała jak go określić. Duże, zmęczone, niebieskie oczy były otoczone przez gęste, ciemne rzęsy. Na jej zgrabne ramiona opadały kruczoczarne, lekko falujące się włosy. Przechadzała się po korytarzach zawsze z gracją, bezszelestnie. Nie miała żadnych pachnideł ani perfum, a mimo to ciągnął się za nią słodki zapach żurawiny i cynamonu.

KOD NA NADGARSTKU

603427475195145

CHARAKTER

Kłamstwo według Persephone było trudną do opanowania sztuką, jednak jak zdążyła zauważyć, ona opanowała ją perfekcyjnie. Kłamanie (a raczej naciągane prawdy, tak to nazywajmy) wychodziło Persephone znakomicie. Robiła to chętnie, nie zważając na nikogo. Z jej ust wypływał melodyjny głosik, ukazując cały czas charyzmatyczną kobietę, która swoich dziwnych zdolności nie umiała wykorzystać w dobrych celach. Manipulatorka była z niej niezła, przynajmniej tak zaobserwowała. Ochoczo pociągała za różne sznurki, bawiąc się przy tym niezmiernie dobrze. Zawsze, kiedy przechadzała się po korytarzach, oprócz gracji można było zauważyć na jej ustach szelmowski uśmieszek. Chyba nie dało jej się wyprowadzić z równowagi, była zawsze spokojna. W głowie najpewniej miała misternie ułożony plan, jak wydostać się z tego budynku. Jednak jak widać, coś poszło nie tak. Persephone się nie poddawała, nigdy. Była zawzięta, dążyła po trupach do celu. Aktorka była z niej dobra, czasami umiała zagrać biedną sierotkę, żeby osiągnąć dany cel. Nie można powiedzieć, że nie obchodzili ją inni (byli czasem strasznie przydatni), raczej takie stwierdzenie przypadło do uczuć obcych osób. Bawienie się nimi było fajne, ale one same już mniej. Persi łatwo się nudziła, a tu trudno było znaleźć jakieś zajęcie. Swoje uczucia skrywała bardzo głęboko, tak jakby ich w ogóle nie miała. Współczucia chyba nikt się od niej nie domagał i słusznie, bo na pewno by nie dostał. Materiałem na przyjaciółkę to ona nie była, ale kto wie?