Adore

WYGLĄD

Po ścianach rozgląda się spojrzeniem miodowych oczu, które przypasowały się do ciepłej, chociaż jasnej skóry Adore. Obramowane w ciemne brwi i wachlarz czarnych rzęs, które z kolei nie miały zamiaru zbliżyć się do orzechowego koloru włosów, sądząc że w ten sposób twarzyczka drobnej dziewczyny będzie prezentowała się znacznie lepiej. Dziewczyna średniego wzrostu. Szczupła, ale niewysportowana sylwetka.

KOD NA NADGARSTKU

668776247178

CHARAKTER

Lekko zdezorientowana zaistniałą sytuacją, chociaż w całkiem szybkim czasie przyjęła nowe otoczenie do siebie. Kontaktowa, ufna, o bardzo przyjaznym uśmiechu i podejściu do drugiego człowieka. Jednak kiedy zaczyna się denerwować - wybuchowa i emocjonalna. W sytuacjach kryzysowych lub nieleżących jej na rękę, po prostu ucieka od problemu czy rozmowy; nie zważając na konsekwencje swoich wyborów. Odwdzięcza się tym, co dostaje: dlatego kiedy ktoś traktuje ją jak wroga, to niech spodziewa się po Adore dokładnie tego samego. Najczęściej spotkać ją można w sali głównej z książką w ręku, bądź rozmawiającą z innymi uczestnikami Gry.

23 komentarze:

  1. Witaj w Grze, Adore. Baw się dobrze.

    OdpowiedzUsuń
  2. [Moje ego skoczyło pod sufit! Bardzo dziękuję za miłe słowo c: Mam ochotę wyprzytulać Twoją kruszynkę więc zaproponuję wątek, który mi to umożliwi. Wrzucimy Adore w sytuację kryzysową (może przyczepi się do niej jakiś namolny typ?) od której, zamiast zareagować od razu, będzie próbowała uciec. Ignorować faceta, ale jego wcale to nie będzie zniechęcać. Arrow staje w jej obronie, lecz okazuje się, że i natręt ma swoich kolegów. Rozpętamy im małą wojenkę, choć nieszkodliwą - przynajmniej na początku. Podchody, uprzykrzanie życia, kompromitowanie przy pozostałych uczestnikach gry. Co Ty na to? c:]

    Arrow

    OdpowiedzUsuń
  3. [Cześć! Nie będę zbędnie zwlekać i przyjdę od razu.
    Na wstępie dziękuję za miłe powitanie i cieszę się, że w Twoich oczach Inferno zasługuje na miano miłej osoby. Mam nadzieję, że ostatecznie taki się okaże. :) Napiszmy coś, ja bardzo chętnie.]

    Inferno

    OdpowiedzUsuń
  4. [Jeśli komuś uda się zbliżyć, bo to zapewne będzie największy problem. :)
    Skoro ona będzie planowała pytać go o krzyżówkę, to może przy okazji on skorzysta z okazji i poprosi ją o jakąś podpowiedź co do otrzymanego prezentu. W ten sposób jakoś sobie pomogą.]

    Inferno

    OdpowiedzUsuń
  5. [Wcale nie będę krzyczeć za Pris ♥ Nie ma pośpiechu, serio. Mi też jakoś ciężko się pozbierać ;)
    Chciałabyś coś fajnego dla Adore? Damy Ci co chcesz ♥]

    Breath

    OdpowiedzUsuń
  6. [Sounds like a plan! Odwdzięczę się i jeszcze dziś postaram się coś zacząć :>]

    Breath

    OdpowiedzUsuń
  7. [Dziękuję bardzo za powitanie i... witam również! :) Na wątek to ja zawsze chętna jestem, a to stronienie od ludzi to tak na początek, wkrótce się pewnie otworzy na innych. Tym bardziej, że obserwować nie da się w nieskończoność. :D]

    Mystie

    OdpowiedzUsuń
  8. [Cześć <3 Chyba oficjalnie zmienię nick na blogspocie na Pączek! Mówisz i masz, oto jestem i chcę by nasze panie się dogadały. Żeby jednak zbyt prosto nie było, obdarzyłam Erin pewną dozą nieufności. Gdyby jedna pomogła drugiej, np. niedługo po przebudzeniu, widząc jak szaleńczo wyrzuca wszystkie ciuchy z szafy szukając czegokolwiek to może nawiąże się nam jakaś współpraca? Mogą nawet spróbować razem otworzyć kufry w pokojach. A jak zachcemy więcej akcji to może dziewczęta zostaną postawione w trudnej sytuacji, gdy zacznie formować się jakaś niebezpieczna grupa osób gnębiąca pozostałych? Wybieraj i przebieraj, jakoś na pewno się złapiemy! :)]

    ERIN

    OdpowiedzUsuń
  9. [AJ! Adore jest taka słodka i miła. ♥ Co prawda do Bluegumm ciężko dotrzeć, paskudnie się zachowuje względem większości, aleale może właśnie ją by ugryzła? Chyba, że to dla Ciebie ble, to możemy pomyśleć nad czymś innym.]

    BLEGUMM

    OdpowiedzUsuń
  10. Breath zadziwiająco spokojnie przyjął fakt, że niczego nie pamięta. Nie chodził w kółko, nie szukał drogi ucieczki, nie panikował i nie wbiegał na ściany. Zupełnie jakby gdzieś w środku wiedział, że tak ma być, że chyba nic mu nie grozi i jest bezpieczny. Zupełnie jakby usunęli wszystko z wyjątkiem tej pewności, że jest dokładnie tam, gdzie powinien. I podczas gdy nazywał wariatami tych, którzy na jego oczach tracili rozum, może właśnie to on był jego pozbawiony?
    Niczym bezbronna kukiełka przesypiał spokojnie noce, budził się każdego ranka, dokładnie w ten sam sposób przeprowadzał toaletę i pojawiał się w pokoju wspólnym. Każdego dnia najpierw grał w karty, później decydował się na partyjkę w kości, a wieczorem wybierał rzutki, by zaraz po nich wrócić do swojego pokoju i znów zasnąć, oczekując następnego dnia. Co prawda niewielkie pudełeczko przez cały czas pochłaniało jego myśli, czasem do tego stopnia, że przegrywał w warcaby, jednak nie wariował na punkcie jego zawartości. Przecież to nic takiego, przecież nie musi oznaczać niczego.
    Podczas gdy inni zbierali się w grupkach by znaleźć rozwiązanie, on stał jedynie pod ścianą i przyglądał się im, czasem prychając pod nosem. Owszem, sam też nad tym myślał, właściwie to uważał, że wie dużo więcej od nich, jednak nie zamierzał się tym obnosić. Obserwował, analizował, przetwarzał- niczym maszyna, kompletnie pozbawiona uczuć. Nie potrafił się w nic zaangażować, nie potrzebował towarzystwa innych. Chciał tylko stąd wyjść. Nie, potrzebował stąd wyjść.
    Kiedy tuż po otwarciu oczu zrozumiał, że jeszcze jest noc, brwi w zdziwieniu powędrowały nieco wyżej niż zazwyczaj. Po raz pierwszy zdarzyło mu się nie przespać całej nocy. Przez chwilę leżał jeszcze, starając się dowiedzieć co było tego przyczyną, jednak wokół niego panowała cisza, a on sam nie czuł kompletnie nic. Z powrotem zacisnął powieki z nadzieją na sen, który jednak nie przyszedł. Nie wiedział co kazało mu wstać z łóżka, przecież gotowy był przeleżeć resztę nocy w oczekiwaniu na poranek. Coś jednak tchnęło go i po zarzuceniu na siebie koszulki, którą zawsze zdejmował do spania, powoli uchylił drzwi do pokoju wspólnego.
    Sam nie wiedział na co liczył, może zwyczajnie potrzebował się przejść, jednak zatrzymał się, gdy zobaczył siedzącą na kanapie dziewczynę. Nazywała się Adore i choć wiedział kim jest, chyba nigdy nie zamienili ze sobą więcej niż dwa nic nie znaczące zdania. Breath nie był rozmowny.
    Bez słowa więc minął ją i usiadł przy stole, uznając że powrót do pokoju może wyglądać dziwnie. Przez chwilę przewracał w dłoniach dwie kości, które po części uznawał za swoją własność, choć dostęp do nich mieli wszyscy. Teraz jednak były tylko jego. Wysypując je z cichym stukotem na stół grał sam ze sobą, zwyczajowo pochłonięty we własnych myślach.

    Breath, który ma nadzieję, że przynajmniej jest znośnie.

    OdpowiedzUsuń
  11. [Hejo! Dzięki za miłe powitanie :) Patrząc na twoją panią myślę, ze mój Lanc dość szybko by ją polubił. Może by wpadła do niego gdy próbował przesuwać wszystkie meble po kolei w swoim pokoju? Albo razem założą jakąś grupę wsparcia dla innych? :D Jeżeli też masz jakieś inne pomysły to mów!]
    Lancelot

    OdpowiedzUsuń
  12. [W takim razie cierpliwie poczekam. c:]

    BLUEGUMM

    OdpowiedzUsuń
  13. [Hej! Wielki szacun za Violet Chachki w awatarze! <3 I to jeszcze z tego finału, gdzie suknia mnie zabiła...
    Haha dziękuję, twoja pani również jest miłym promyczkiem! :) W tym dziwnym bałaganie trzeba odnaleźć jednak coś pozytywnego bo człowiek oszaleje. Samym patrzeniem się podejrzliwie to nie pociągniemy, oj nie.
    Chcesz coś porobić razem? Porozmawiać, poznać się bliżej? Pograć w bilarda? :D]

    Riddle

    OdpowiedzUsuń
  14. [W takim razie grupa wsparcia! :D Promyczki muszą się dzielić swoją energią. I skoro zaoferowałaś rozpoczęcie to chętnie je przyjmę :) Jakbyś chciała jeszcze cos domówić to dawaj, a jak nie to czekam :D]
    Lancelot

    OdpowiedzUsuń
  15. [Oj proszę cię hahaha! Cieszę się, że ty się cieszysz że poznałam, ale naprawdę nie sposób "nie poznać". Ja do dzisiaj pamiętam też odcinek z "Death becomes her", gdzie jej talia po prostu zmiotła wszystko. Ale bardzo jeszcze lubiłam Ninę Boninę i Valentinę z 9 sezonu :)
    Hahah serio nie wiem czy aż tak na to wszystko zasługuje - teraz się boję że cię zawiodę. Myślę, że może weźmiemy sobie spokojnie na początek? Riddle może męczyć Adorę zagadkami, które znajduje w ksiażkach :D]

    Riddle

    OdpowiedzUsuń
  16. [Sasha i epickie brwi? :D
    A to jak już wolisz, choć mi atrakcyjniejsze wydaje się "poznanie-poznanie" w stylu Hmmm ciekawe czy to gbur :D]

    Riddle

    OdpowiedzUsuń
  17. [Wbrew pozorom nie zawsze jest taki odstręczający. Mógłby pomóc Adore np. w razie jakiegoś problemu z automatem. Co o tym sądzisz? ;)]

    THOR

    OdpowiedzUsuń
  18. [Dzięki za fajny początek. Wybacz, ze tak długo mi to zeszło, ale miałam urwanie łba ostatnio...]

    Lanc obudził się dopiero kilka dni temu, a już momentami czuł, że go rozsadza. Większość dnia siedział w Głównej Sali rozmawiając z innymi, z nadzieją, że uda mu się czegokolwiek dowiedzieć. I nawet jeśli ktoś mu się przyznał jakie dostał prezenty i liściki, nie dawało to żadnych odpowiedzi. Tylko więcej pytań i teorii co do tego wszystkiego. Wieczorami zaś przesiadywał zazwyczaj w swoim pokoju i zastanawiał się nad otrzymanym prezentem i dołączonym do niego liścikiem. Tak bardzo chciał wiedzieć co to znaczy... To, co wiedział, to to, że to miejsce jest pełne zagadek. I nikt nigdy nie wie gdzie i kiedy akurat się pojawią.
    Wśród innych ludzi panowały różne nastroje. Jedni byli ciekawscy jak on, inni przestraszeni, niektórzy nawet agresywni. A część siedziała i udawała, że nic ich to nie obchodzi. Niewielu z nich było zbyt przyjaznych. W większości byli to po prostu źli lub przerażeni ludzie. Rozumiał ich. Sam miewał trudne chwile. Nieprzespane noce, niepewność w co może tu wierzyć, lęk przed tym co może o sobie odkryć... Mimo tego szukał odpowiedzi. Jakichkolwiek. Czuł, że ich potrzebuje.
    Dlatego przekładał książki w Sali Głównej, sprawdzał ściany, próbował otworzyć skrzynię. Jak dotąd raz udało mu się coś znaleźć. Panel, a na nim trzy opcje...Nie wiedział jednak czy to było jego własne znalezisko, czy może celowy ruch organizatorów. Pewnie i tak się tego nie dowie.
    Dzisiejszy dzień przebiegał w miarę spokojnie. Udało mu się nawet wybrać film do oglądania w pokoju wspólnym. Dokument o mitologii greckiej i rzymskiej. Nic fascynującego, głównie przez znudzonego lektora, ale to i tak lepsze niż jakieś łososie. Gdy w końcu udał się do pokoju pomyślał, że od jakiegoś czasu nie sprawdzał, czy meble ciągle są przytwierdzone do podłogi. I tak zaczął od skrzyni, oczywiście zamkniętej(i ciągle nieruchomej), a następnie spróbował, i przegrał, ze stolikiem nocnym i biurkiem. Gdy zaczął kombinować przy łóżku nagle usłyszał, że ktoś go woła. Spojrzał w kierunku drzwi i zobaczył w niech szczupłą brunetkę. Widywał ją czasem w Sali Głównej, ale chyba tak naprawdę jeszcze ze sobą nie rozmawiali.
    Zawstydził się trochę, że przyłapała go na tym głupim „rytuale”, ale to uczucie minęło niemal tak szybko jak się pojawiło. Przecież nie powinno być nic dziwnego w tym, że stara się odszukać cokolwiek w tej całej sytuacji. Na jego twarzy szybko pojawił się uśmiech.
    -Adore, prawda?- miał nadzieję, że poprawnie zapamiętał jej ksywkę. Kobieta nie wydawała się mieć złych zamiarów i pomimo że się zaśmiała, nie był to szyderczy śmiech. To go uspokoiło. Niektórzy ludzie tu zamknięci byli dość... nieprzyjemni. Ale Adore nie wydawała się do nich należeć. - Wiesz jak to jest, dziś wszystko jest przytwierdzone do podłóg, a jutro można będzie ruszyć którąś szafką, i potem wszyscy będziemy nad tym siedzieć i zastanawiać się co to znaczy i jak może nam to pomóc w rozwiązaniu zagadki.
    Westchnął i spojrzał na mebel. Miał nadzieję, że nie brzmiał jakby miał paranoję.
    -Najgorzej jest z tą skrzynią. Wie człowiek, że powinna się otwierać, ale nie chce. Wiem, ze pewnie trzeba sobie na to zasłużyć, rozwiązywać zagadki...- zatrzymał się na moment, jakby chciał zebrać myśli. - W każdym razie, to sprawia, że czuję się trochę lepiej. Niewiele, ale zawsze.
    Znowu spojrzał na kobietę, prosto w jej miodowe oczy.
    -A ty, jak sobie z tym wszystkim radzisz?

    Lancelot

    OdpowiedzUsuń
  19. Riddle nie bez powodu lubił rozwiązywać zagadki - pomagało mu to zachować ostrość umysłu i przygotować na łamanie tych naprawdę trudnych, jak chociażby kodu który ktoś rozmyślnie wytatuował mu na nadgarstku. Dlatego też siedział w swoim pokoju i przeglądał książkę, którą zgarnął z "salonu", wczytując się w co lepsze łamigłówki.
    Tak naprawdę jednak, jego myśli krążyły teraz zupełnie gdzie indziej. Co chwila wzrok uciekał na mapę, jaką przykleił na jednej ze ścian pokoju. Nie wiedział, czemu akurat dostał ten "fragment świata", ale chciał za wszelką cenę dowiedzieć się dlaczego. Co więcej ciągłe komunikaty pozostawiane przez organizatorów tego całego przedsięwzięcia, w postaci krótkich expose jakiegoś staruszka który jednak nie wyglądał na zbyt miłego gościa, naprawdę rozstrajały wszystkie jego plany. Odnotowywał ciągle w głowie co lepsze pomysły, by dowiedzieć się więcej o samej stacji znajdującej się aż tak wysoko nad ziemią, ale nie mógł zrobić tego sam. Starał się namawiać jednego z "więźniów", niejakiego Lancelota, i chyba był coraz bliżej celu. Zrobić wszystko tak by nie wysadzić tego miejsca i nie runąć z hukiem jak radziecka satelita o których czytał w książkach.
    Przewróciwszy się na plecy, zastanawiał się jeszcze nad kilkoma ważnymi sprawami, między innymi kartką pocztową którą "ktoś" zostawił w jego pokoju. Dotyczyła ona jednej osoby, która znajdowała się w tym miejscu razem z nimi. Nie chciał od razu naskakiwać na dziewczynę, bo nie wiedział czy nie będzie to zbyt bezpośrednie i jej nie wystraszy. Musiał jednak coś zrobić, zadziałać jakoś bo możliwość odkrycia czegokolwiek więcej ucieknie mu sprzed nosa.
    Teraz jednak było już późno, pewnie spała. Zajmie się tym rano.
    Wrócił do salonu, zupełnie zamyślony, nawet nie zwracając uwagi na to kto jest w pokoju. Musiał się odprężyć choć trochę, bo oszaleje od tej ciągłej gonitwy myśli. Bilard wydawał się najlepszym rozwiązaniem, coś mechanicznego pozwoli mu na chwilę zająć umysł "chwilą tu i teraz". Machinalnie chwycił za kij, obracając go chwilę w dłoniach i patrząc tępo na ułożone kule. Dopiero po dłuższej chwili potrząsnął energicznie głową, zaśmiał się cicho do siebie i zabrał za "zabawę". Naprawdę, z taką postawą daleko nie zajedzie - musiał choć udawać pewnego, nawet jak taki w pewnych chwilach nie był. Pierwsze wrażenie jest najważniejsze, musiał je utrzymywać.
    Sam nie wiedział ile grał, gdy z transu wyrwał go delikatny, cichy głos. Podniósł głowę, jak zawsze elegancko przygładzając włosy opadające mu na czoło, po czym oczy rozszerzyły się w zadziwieniu.
    Adore!
    Odpowiedział na jej uśmiech bardziej pewnym i szerszym grymasem, szczerze ciepłym oraz przyjaznym. Nie wiedział, jak Adore jest z nim związana, ale na pewno jest! Czuł to w kościach. Więc wystraszenie jej jest najmniej oczekiwaną sytuacją. Szczerze powiedziawszy tak naprawdę nie poznali się jeszcze tak porządnie, więc kiedy jak nie teraz?
    Riddle podszedł do dziewczyny bliżej, ujmując jej dłoń i kurtuazyjnie całując delikatną skórę na wierzchu co najmniej jakby stojąca przed nim Adore była damą na wielkim balu, a nie więźniem w tajemniczym miejscu jak on. Maniery wobec kobiet stawiał na pierwszym miejscu, chyba że jakaś chciała mu urwać głowę, to mógł trochę "nagiąć zasady".
    Adore jednak zaczęła miło i kulturalnie.
    - Cała przyjemność po mojej stronie, Adore. Riddle - przechylił lekko głowę, odsunął się by dać dziewczynie trochę prywatnej przestrzeni - Do usług.
    Salka pustoszała powoli, ale nie przeszkadzało mu to zbytnio wpatrując się w sympatyczne, miodowe oczy Adore.
    - Absolutnie nie, zapraszam. Zawsze to lepiej grać z kimś - powiedział, pozwalając Adore na to by wybrała dla siebie kij. Po chwili zapytał - Mogę ci w czymś pomóc? Wybacz, ale to dla mnie nowość, że ktoś z własnej woli mnie zagaduje.
    Pochylił się jakby chciał jej powiedzieć jakiś sekret.
    - Chyba niektórzy słyszeli, że chce wysadzić skrzynię w pokoju, ale szukam tylko odpowiedniego sprzętu - zaśmiał się krótko.

    Riddle

    OdpowiedzUsuń
  20. Lancelot odetchnął z ulgą. Najwyraźniej nie został uznany za wariata. Przynajmniej nie przez Adore. Podniósł się z podłogi i poprawił ubranie. Takie samo jak każdego innego gracza...
    Uważnie wysłuchał jej odpowiedzi. Czuł, że nie mówi mu wszystkiego co tak naprawdę czuje, ale nie zamierzał naciskać. Wiedział, że takie wyznania muszą przyjść naturalnie. A skoro już udało mu się spotkać kogoś, kto na dzień dobry nie chce mu wydłubać oczu, to nie chciał jej spłoszyć. Gdy zapytała czy może usiąść podsunął jej krzesło, a sam usiadł na łóżku.
    -Czuj się jak we własnym pokoju!
    Rzucił krótko, po czym chwilkę się zastanowił. Oczywiście wiedział, że inni gracze też muszą dostawać jakieś wskazówki, jednak do tej pory nikt nie podzielił się z nim żadnymi szczegółami. Adore sama zaczęła temat. Sam, co prawda, też nie chciał zdradzać zbyt wiele, ale to mogła być jego szansa. Przypomniał sobie ogłoszenie wyników drugiego losowania i wybór nagrody. Immunitet...
    -Jednego dnia po prostu chodziłem sobie w kółko po głównej sali i nagle zobaczyłem panel z trzema różnymi opcjami do wyboru. Jedną z opcji było „zaszkodź wybranej osobie”. - Lanc uśmiechnął się półgębkiem. - Nie martw się, nie wybrałem tej opcji. Poprosiłem o drugi przedmiot.
    Wskazał palcem niebieski, potargany kartonik leżący na biurku.
    -Nie była to żadna nagroda. Nie wygrałem losowania, nie rozwiązałem żadnej zagadki. To po prostu się stało. - Podrapał się po karku i ciągnął- W każdym razie, wygląda na to, że możemy nie tylko szukać informacji o sobie samym, ale też można w jakiś sposób szkodzić innym. Nie wiem w jaki sposób i raczej nie chcę się dowiedzieć.
    Nie był pewien czemu, ale w tej chwili czuł się...dobrze. Spokojnie. Widać kobieta miała rację, że czasem trzeba z kimś pogadać.

    Lancelot

    OdpowiedzUsuń