#631233101871260

Arrow

Na początku...

...na początku zobaczyłam dłonie; długie palce, krótko przycięte paznokcie, suchą skórę. Przetarłam nimi twarz, światło mocno raziło mnie w oczy. Oczy... Zamrugałam nimi szybko i wszystko wokół zaczęło nabierać kształtu, wyłaniać się zza mgły. Usiadłam na krawędzi łóżka, stopami oparłam się o chłodną podłogę i pochyliłam się nad nią; zakręciło mi się w głowie, zrobiło mi się niedobrze, a cisza wokół jakby zaciskała na mnie swoje łapska. Zza ramion przelały się na moją twarz kasztanowe włosy. Ciemne, intensywnie brązowe i długie. Miękkie w dotyku, sypkie. Zagarnęłam je do tyłu i łapczywie nabrałam powietrza w płuca. Chwyciłam krawędź nocnej szafki i dźwignęłam się na niej; była bardzo ciężka, a może przygwożdżona do podłoża, nie przesunęła się. Ciało nie współpracowało ze mną. Każda jego część słuchała wyłącznie samej siebie, poruszała się niezależnie od pozostałych. Trwało to minutę, może dwie, i wreszcie stanęłam pewnie na nogach. Mocno zarysowane mięśnie łydek i ud jak u kogoś przyzwyczajonego do wysiłku. Biegu? Jazdy na rowerze? Dotknęłam swojego brzucha, bioder, prześliznęłam się wcięciem w talii do piersi i potem do szyi. Silna. Czułam się silna, mimo że znajdowałam w sobie kilka niedoskonałości. Trafiłam do łazienki. Trzymałam się ściany, bałam się utraty równowagi. Stanęłam przy lustrze, ale nie od razu w nie spojrzałam. Ochlapałam twarz zimną wodą; jej krople skapywały z nosa, z brody, wsiąkały we włosy, ale kilka wróciło do niedużej umywalki. Wtedy podniosłam wzrok. Szare oczy, nieco podkrążone, zmęczone. Spierzchnięte wargi, które zwilżyłam koniuszkiem języka. Przekręciłam głowę w jedną, potem w drugą stronę. W jaskrawym świetle uwydatniły się pojedyncze piegi i blada blizna przy lewym uchu; podłużna, cienka. Pozostawiona ostrym narzędziem, może niewielkim kamieniem; pokruszonym, o krawędziach niebezpiecznych i precyzyjnych niczym ostrze żyletki. Zasłoniłam ją włosami. Jej obecność niepokoiła mnie równie mocno, co jej zagadkowe pochodzenie.

KOD NA NADGARSTKU

631233101871260

Na zewnątrz...

...na zewnątrz wszystko było do bólu schematyczne, przewidywalne. I wszyscy wyglądali tak samo. Nikt nie miotał się od ściany do ściany, nie biegał w panice, nie krzyczał. Byli spokojni, zajęci swoimi sprawami, jakby pogrążeni w dziwnym letargu. Nikomu nie działa się krzywda. Przemierzałam ogromne pomieszczenie krok po kroku, bez pośpiechu i obserwowałam je zachowując chłodny dystans. W mojej głowie kłębiło się mnóstwo pytań, ale nie wiedziałam, do kogo je kierować. Czy ktoś zdoła mi na nie odpowiedzieć? Nie wiedziałam, kim jestem; nie znajdowałam w sobie żadnego wspomnienia, dobrego lub nie i nic nie podpowiadało mi mojego dawnego życia. Nie wiedziałam, kim jestem. Kto inny mógł posiadać taką wiedzę? Usiadłam na skraju kanapy; jej obicie ugięło się pod ciężarem mojego ciała, dopasowało się do jego kształtu. Zawiesiłam na wysokości oczu srebrną bransoletkę; znalazłam ją w pokoju, w małym pudełeczku na szafce. Pasowała idealnie do mojego nadgarstka, nie opinała go za mocno i nie była za luźna. Zdobiła ją mała zawieszka, z naniesionymi na nią literami S, w kolorze srebra i złota. Tylko ona różniła mnie od pozostałych. Miała jakieś znaczenie, byłam tego pewna. Może to klucz do mojej tożsamości? Do mojej przeszłości, do mojego życia? Wodziłam wzrokiem po twarzach pozostałych; uśmiechałam się, ilekroć nasze spojrzenia skrzyżowały się po drodze. Chciałam działać, zrobić coś. Sięgnąć po maleńki okruch, który przybliży mnie do rozwiązania zagadki. Ale nie wiedziałam, od czego zacząć. Od kogo zacząć. Czy można było ufać tym ludziom? Nagle uświadomiłam sobie, że nie mam nic do stracenia; bliskich, pracy, prywatności, nawet nazwiska. Nie mogli odebrać mi niczego więcej oprócz życia, które było puste, blade, pozbawione kształtu. Mogłam wpatrywać się w bransoletkę, milczeć i czekać na objawienie. Albo próbować. Spróbować... Czegokolwiek. Złapać za klamkę, zajrzeć pod fotel, przetrzepać swój pokój. Kawałeczek po kawałeczku, dokładnie, cierpliwie.
— Arrow... — mruknęłam, gdy ktoś zapytał mnie o imię. To nie brzmiało jak imię, ale słowo było mi bliskie. Zmarszczyłam brwi, ściągnęłam je w niemal prostą linię, a czubek mojego nosa zadrgał lekko tak samo, jak kąciki ust uniesione ku górze. Może nie grozi mi niebezpieczeństwo. Może to... Przygoda życia?
IMIE: nieznane
NAZWISKO: nieznane
DATA URODZENIA
dzien: nieznany
miesiac: nieznany
rok: nieznany
MIEJSCE ZAMIESZKANIA
stan: nieznany
miasto: nieznane

14 komentarzy:

  1. Witaj w Grze, Arrow. Baw się dobrze.

    OdpowiedzUsuń
  2. [Cześć, witamy. Oczywiście zapraszam do siebie. Stworzymy coś niesamowitego!]

    BLACKMASS

    OdpowiedzUsuń
  3. [Hej, hej! Bardzo ładnie opisałaś swoją postać, to aż takie namacalne :) witam serdecznie i zapraszam do siebie :) ]

    Adore

    OdpowiedzUsuń
  4. [Jakby jeszcze kręciła się w pobliżu jego pokoju to momentalnie stałaby się jego wrogiem numer jeden, o to długo prosić się nie trzeba, więc jeżeli Tobie pasuje negatywna relacja i nie masz nic przeciwko to ja bardzo chętnie - może nawet za chętnie - co do znalezienia czegoś na niego. Poczekajmy z tym chwilę, muszę się nacieszyć odrobinę tą chwilą nieświadomości wszystkich innych :D Zacznę nam nawet, bo wypada, abym to ja wzięła rozpoczęcie na siebie :D]

    BLACKMASS

    OdpowiedzUsuń
  5. [To ja już nam po prostu zacznę :)]

    Adore

    OdpowiedzUsuń
  6. [Cześć! W sumie to powiem krótko i na temat, żeby zbytnio nie rozwlekać komentarza - pomysł mi się podoba. Lubię zwyczajne rzeczy, które potem dają pole do manewrowania wątkiem. :)]

    Inferno

    OdpowiedzUsuń
  7. [Och, tak, lubimy głaskanie ♥ Ale będzie nas musiała Arrow przekonać jakoś do siebie.]

    Breath

    OdpowiedzUsuń
  8. [Ha, ja tam proponuję zespół, będzie ciekawiej, bo jednak coś tam będą musieli ze sobą gadać :P
    Odwdzięczę się i zacznę, mam nadzieję, że jeszcze dzisiaj :)]

    Breath

    OdpowiedzUsuń
  9. Leżąc na brzuchu na swoim łóżku, podpierał się brodą o dłonie, wbijając łokcie w miękki materac uważnie wpatrując się małą paczuszkę, której zawartość leżała tuż obok opakowania. Spojrzenie skupiał na pierwszym zdaniu z małej karteczki. Urocze, prawda? Prawda. Oczywiście, że prawda. Ciągle to sobie powtarzał. Wiedział też, że leżący przedmiot na poduszce, musi pilnie strzec. Musi ukryć go przed całym, otaczającym światem. Dobrze zdawał sobie sprawę, że dostał to nie bez powodu. Był wybrańcem? Raczej nie. Na pewno nie. Nie był przecież nikim szczególnym, był… Sam nie wiedział kim był. Żachnął się, chwytając cienki materiał, chowając go do pudełeczka. Karteczkę złożył na pół i ułożył na wierzchu, przygryzając delikatnie wargi, owijał całość wstążką.
    Podniósł się leniwie z łóżka i podszedł do szafy, wsuwając pakunek na same jej dno, starannie przykrywając bielizną. Powinien już dawno zasnąć, jednak krążące po jego głowie myśli sprawiały, że nie mógł zaznać spokoju, a bez niego nie potrafi tak po prostu położyć się, zamknąć oczy i spać. Odkąd tylko obudził się tutaj, nie potrafił normalnie spać. Coś mu w tym przeszkadzało, ale sam nie wiedział co. Dzień była nocą, a może noc była dniem? Myśli, nie dawały mu spokoju, podpowiadając jedynie kolejne dziwne scenariusze, które mogły lub wcale nie musiały się spełnić.
    Zamknął prędko szafę i odskoczył od niej gwałtownie, gdy tylko usłyszał szelest zza drzwiami. Robiąc krok w tył, poczuł krawędź łóżka, przez co zatrzymał się i rozejrzał dookoła. Był tu przecież sam, w pomieszczeniu nie było nikogo więcej, poza nim. Dźwięk z pewnością dobiegał z zewnątrz. Zacisnął dłonie w pięści i podszedł do drzwi, nie był jeszcze pewien czy chce na pewno wyjść, z drugiej strony… Chciał się stąd wydostać. Nie wiedział jeszcze, jak i kiedy, nie znał zasad, ale chciał.
    Wychodząc na korytarz, stawiał powoli spokojne kroki, uważnie rozglądając się dookoła, jakby już za chwilę miał zostać zaatakowany. Westchnął cicho, orientując się, że jest sam. Dźwięk wciąż jednak pozostał mu w pamięci, a on sam postanowił to sprawdzić. Skierował się w prawo i szedł powoli, starając się nie hałasować, nawet oddychać zaczął wolniej i spokojniej.


    BLACKMASS

    OdpowiedzUsuń
  10. Breath zadziwiająco spokojnie przyjął fakt, że niczego nie pamięta. Nie chodził w kółko, nie szukał drogi ucieczki, nie panikował i nie wbiegał na ściany. Zupełnie jakby gdzieś w środku wiedział, że tak ma być, że chyba nic mu nie grozi i jest bezpieczny. Zupełnie jakby usunęli wszystko z wyjątkiem tej pewności, że jest dokładnie tam, gdzie powinien. I podczas gdy nazywał wariatami tych, którzy na jego oczach tracili rozum, może właśnie to on był jego pozbawiony?
    Niczym bezbronna kukiełka przesypiał spokojnie noce, budził się każdego ranka, dokładnie w ten sam sposób przeprowadzał toaletę i pojawiał się w pokoju wspólnym. Każdego dnia najpierw grał w karty, później decydował się na partyjkę w kości, a wieczorem wybierał rzutki, by zaraz po nich wrócić do swojego pokoju i znów zasnąć, oczekując następnego dnia. Co prawda niewielkie pudełeczko przez cały czas pochłaniało jego myśli, czasem do tego stopnia, że przegrywał w warcaby, jednak nie wariował na punkcie jego zawartości. Przecież to nic takiego, przecież nie musi oznaczać niczego.
    Podczas gdy inni zbierali się w grupkach by znaleźć rozwiązanie, on stał jedynie pod ścianą i przyglądał się im, czasem prychając pod nosem. Owszem, sam też nad tym myślał, właściwie to uważał, że wie dużo więcej od nich, jednak nie zamierzał się tym obnosić. Obserwował, analizował, przetwarzał- niczym maszyna, kompletnie pozbawiona uczuć. Nie potrafił się w nic zaangażować, nie potrzebował towarzystwa innych. Chciał tylko stąd wyjść. Nie, potrzebował stąd wyjść.
    Po pewnym czasie, kiedy większość przyzwyczaiła się do takiego stanu rzeczy w pokoju wspólnym nastąpił proces integracji. Wszyscy zapragnęli wiedzieć o innych jak najwięcej, więc poza typowymi rozmowami zaczęli wymyślać turnieje i zajęcia grupowe, byle tylko przekonać się, że każdy wokół nich jest tak samo pokrzywdzony. Breath długo bronił się przed tego typu atrakcjami. Wolał spędzać czas we własnym towarzystwie, nie potrzebował kompanów, którzy by go jedynie rozpraszali. Widział jednak podejrzliwe spojrzenia za każdym razem gdy odmawiał, więc postanowił się w końcu przyłączyć.
    Gra w dziesięć osób była nudna. Zanim przyszła jego kolej zdążył trzy razy się rozmyślić i dwa razy być w drodze do swojego pokoju. Nie rozumiał tej dziwnej radości, która biła od innych. Przecież fakt, że mogą sobie pograć nie oznaczał, że są szczęśliwi. On zdecydowanie bardziej wolałby, żeby otworzyły się wielkie metalowe drzwi, przez które mógłby wyjść, jednak jak widać skazany był na piątkę dziwaków, dla których najważniejsza w tym momencie była ta nic nie znacząca wygrana.

    Breath
    [Mam nadzieję, że ujdzie :)]

    OdpowiedzUsuń
  11. [Witam, witam! Powiem Ci, że mnie tak samo. Ubolewam nad tym, że takie malutkie zdjęcia. Nie mogłam nawet znaleźć odpowiedniego, bo wszystkie nie pasują. A to... sama tak mam!
    I bardzo chętnie bym się zapisała na jakąś sesyjkę, także od razu się zgłaszam na ochotniczkę! ;)]

    Mystie.

    OdpowiedzUsuń
  12. [Czeeeeść.
    Bardzo chętnie pogryziemy taką ładną dziewczynę! I jaka piękna karta. <'333]

    BLUEGUMM

    OdpowiedzUsuń
  13. [Na wakacje planuję się ściąć - zobaczymy jaki będzie efekt :D Cześć i czołem! Ja mam wielkie chęci, bo Arrow wygląda na nieco zagubioną, przynajmniej na samym początku. Co powiesz na to, by panie obudziły się we względnie podobnym czasie i dzięki temu mogły lepiej się poznać? Erin przyda się ktoś, komu można zaufać :)]

    ERIN

    OdpowiedzUsuń
  14. Kilka pierwszych dni w tej dziwnej sytuacji minęły Adore stosunkowo szybko. Nie licząc tych początkowych, kiedy to wybudzona spotkała rapem jedną osobę, w dodatku średnio chcącej z nią rozmawiać. Adore niestety była z tych osób, które bardzo potrzebowały innych w swoim życiu, aby po prostu czuć się dobrze. Przynajmniej tak właśnie wydawało się dziewczynie, kiedy zdała sobie sprawę z tego, że samotne przesiadywanie we własnym pokoju zaczyna jej bardzo doskwierać. Stąd potrafiła zaczepić nowo widziane twarzyczki, tylko po to, aby zapytać czy wszystko w porządku, jak się czują i co w ogóle sądzą na temat całej tej niezwykłej sytuacji. Trafiała na osoby mniej lub bardziej skore do rozmowy, ale chociaż dzięki temu Adore zapisywała sobie w pamięci kolejne imiona, a raczej nazwy wybrane przez właścicieli, a także jakiś mały zalążek wiadomości o ich charakterach. Dzięki temu szatynka wiedziała na przyszłość do kogo mogłaby się zwrócić z jakąś prośbą, z kim mogłaby poważnie porozmawiać, a z kim najzwyczajniej w świecie pośmiać się na poprawę humoru. W skrócie: Adore potrzebowała interakcji ze swoim własnym gatunkiem. Zdarzały się jednak sytuacje, kiedy to sama brązowooka uciekała od ludzi. Były to zazwyczaj sytuacje na tyle specyficzne, aby Adore uznała je za swego rodzaju niebezpieczne, niewygodne dla niej samej. Wtedy najzwyczajniej w świecie ignorowała drugiego człowieka, bardzo skutecznie unikając ich obecności. Była drobna i nie jakoś nadzwyczaj rzucająca się w oczy, to też bardzo łatwo było jej się przemieszczać. Jednak w starciu jeden na jeden nie miała nigdy szans. Ani nie miała nadzwyczaj siły, ani talentu do odpowiadania zaczepkom, a także brakowało jej daru przekonywania. Tych kilka dziwnych stwierdzeń zdążyła wyłonić z własnych rozmów z innymi. Albo ucieczek.
    Tego dnia przyczepił się do niej jakiś facet, składając co najmniej nie moralne propozycje, które Adore początkowo cierpliwie znosiła, kulturalnie odmawiając. Z czasem jednak, gdy mężczyzna nie ustąpił, po prostu zaczęła go ignorować. Najprawdopodobniej było to małym błędem Adore, ponieważ towarzysz stał się jeszcze bardziej namolniejszy, a sama dziewczyna jeszcze bardziej czuła się osaczona i odrobinę bezsilna. Stąd ruszyła w stronę własnego pokoju, chcąc się w nim po prostu zamknąć i przeczekać te całą nieprzyjemną dla niej sytuację, jednak kiedy tylko ruszyła się z miejsca poczuła na swoim nadgarstku uścisk. Zbyt mocny uścisk.
    – Zostaw mnie! – jęknęła Adore, próbując w dosyć delikatny sposób wyszarpać swoją rękę z potrzasku. Mężczyzna zdawał się jednak nie ustępować, a sam uścisk spowodował jeszcze większy ból, przez co dziewczyna syknęła.

    krótkie, no ale to początek :)

    Adore

    OdpowiedzUsuń