KLAUS

WYGLĄD

Wystarczy rzut oka na tego brodacza by stwierdzić, że nie powierzyłbyś mu do pilnowania dziewczyny bądź siostry. Włosy koloru ciemnego blondu sięgające ramion nosi sczesane do tyłu lub za uszy. Niebieskie oczy mocno kontrastują z ogorzałą skórą, pewnie spędzał dużo czasu na świeżym powietrzu. Umięśniona sylwetka i stwardniałe, przyzwyczajone do ciężkiej pracy dłonie tylko utwierdzają go w tym przekonaniu. Wewnętrzna potrzeba utrzymania kondycji wyzwala w nim nowe pokłady kreatywności, gdy wykorzystuje skromne wyposażenie pokoju celem ćwiczeń. Obudził się z kilkoma mocnymi zadrapaniami na torsie, które zaczynają się już goić. Napawają go dziwnym uczuciem dumy, którego nawet kasacja pamięci nie zdołała wyplenić... a może wcale nie ma się czym szczycić?

KOD NA NADGARSTKU

9841681411666

CHARAKTER

Czasem mówi jak człowiek, rękę poda, uśmiechnie się uprzejmie. A czasem błyśnie szaleństwem spod powiek i wtedy ma w oczach... co właśnie? I dlaczego zdecydował się na chwilę o tym zapomnieć? Zdołał już odkryć w sobie naturę zadaniowca, więc nie rozczula się nad sobą. Wydaje się być facetem do tańca i do różańca, zdając sobie sprawę, iż jako jako samotna wyspa wiele by nie zdziałał. Czyżby wypływał z niego cynizm? O swojej dwujęzyczności przekonał się pewnego rana, gdy głośno zwyzywał nie dającą się ruszyć ani o milimetr szafkę nocną. Od tamtej pory wszystkie swoje spostrzeżenia o Grze zapisuje na zmianę w dwóch językach: angielskim i niemieckim, będącym najwyraźniej bliższym jego sercu. Za każdym razem czyta je na głos, by choć w ten sposób utrwalać mowę, bo jak wiadomo - organ nieużywany zanika.

18 komentarzy:

  1. Witaj w Grze, KLAUS. Baw się dobrze.

    OdpowiedzUsuń
  2. Hej! Trzy szóstki w kodzie nie oznaczają niczego dobrego ;)
    Śmieszkuje tylko! Witam cię bardzo serdecznie na blogu i mam nadzieję, że będziesz się tu dobrze bawić. Cieszy mnie, że Klaus ma naturę zadaniowca - czuje, że dogada się z Riddlem.
    Chcesz coś rozwalić? :D

    Riddle

    OdpowiedzUsuń
  3. Przeciwieństwa, mówisz... Z przeciwieństwami jest tak, że albo będą chcieli się pozabijać, albo się polubią, więc wszystko się okaże :D Przeczytałam "coś niepoprawnego" i w mojej głowie od razu narodził się szaleńczy plan! Balladyna będzie robiła wszystko, żeby się wydostać z tego miejsca - no i pewnego dnia postanowi zwrócić na siebie uwagę Bazy Danych chodzeniem kompletnie nago. Klaus może zainteresować się przesłaniem jej działań i podpytać :) A wtedy zda sobie sprawę z kim ma do czynienia... :D

    Balladyna

    OdpowiedzUsuń
  4. [Witam. Ciekawy ten twój Klaus, zwłaszcza jego niemieckie pochodzenie. :) Wielu wątków życzę, a jak chcesz coś pokombinować razem, to szukaj mnie w pokoju z numerem... jeszcze nie pamiętam jakim. :D]

    OdpowiedzUsuń
  5. Ekhem... na bezrybiu i rak ryba :D Możemy założyć, że usiadła sobie kulturalnie, gołym tyłkiem na stołku w Sali Głównej - niech będzie, że przeszedł jej już pierwszy szał zwracania na siebie uwagi, co by Klaus się za bardzo nie przestraszył :D

    Balladyna

    OdpowiedzUsuń
  6. E tam, co to za zabawa, samej wić się na stole bilardowym - no chyba, że z kimś... :D Spokojnie, nie wątpię w jego męskość! Miałam na myśli to, że mógłby się przestraszyć na widok nagiej dziewczyny przerzucającej do góry nogami książki, płyty, kule bilardowe i wszystko to, co nie jest przymocowane do ziemi :D Zacznę, nie ma sprawy :)

    Nienawidziła bezczynności. Nienawidziła siedzenia, wpatrywania się w białe ściany, liczenia owiec i szukaniu wzrokiem czegokolwiek, co dałoby jej wskazówkę. Niewiedza zżerała ją od środka, zabierała zdrowy rozsądek i radość z życia – choć jak można być szczęśliwym, nie mając wolności? Oni to potrafili. Potrafili normalnie rozmawiać, żyć, jakby nigdy nic się nie stało. Czasem się śmiali, czytali książki, czekali, aż coś się wydarzy. Byli stworzeni do tego, by się stąd wydostać – ona miała wrażenie, że będzie tkwić tu do samej śmierci. Nie miała analitycznego umysłu, kiepsko łączyła fakty i bała się, że gdy wszyscy już będą znali swoje dane, ona nawet nie pozna swojego prawdziwego imienia.
    Stwierdziła więc, że zrobi wszystko, żeby Ci tam, po drugiej stronie, nie wytrzymali nerwowo i ją stąd wyrzucili. Albo przez okno, albo gdziekolwiek, bele by nie musiała być tu ani chwili dłużej. O ile większość pogodziła się z zasadami tu panującymi i dostosowali się do reguł Gry, ona wiecznie wywoływała zamieszanie i ogólne poruszenie. Tak też było dnia dzisiejszego – wyszła na korytarz kompletnie naga, jedynie czarne włosy przysłaniały jej piersi, ale też niecałkowicie. Liczyła, że Oni wyskoczą z ukrytych drzwi i zrobią cokolwiek – wstrzykną jej środek usypiający, przypną pasami do łóżka, COKOLWIEK. Ale nie. Przykuła uwagę tylko wszystkich przebudzonych, niszcząc swoją już i tak beznadziejną reputację wariatki i psycholki. Nawet nie próbowała ukrywać, że nią nie jest.
    Miała ochotę płakać, krzyczeć, rozszarpać coś na strzępy, przytulić się do kogoś, zabić kogoś – wszystkie negatywne i dziwne emocje zmieszały się w niej, tworząc mieszankę iście wybuchową. Zdenerwowana brakiem reakcji Bazy Danych zaczęła rzucać tym, czym się dało; a nie było za bardzo czym, więc w ruch poszły jedynie książki, płyty i kule bilardowe. Niewiele zrobiło się z tego bałaganu. W końcu, pełna nienawiści do świata, życia i ludzi, którzy tu byli, usiadła na stołku, nie przejmując się wcale swoją nagością. Była wychudzona, znów nie jadła dwa dni; w wyniku odwodnienia organizmu żyły na jej rękach były bez problemu namacalne. Wciąż miała jakieś tam kobiece krągłości, ale na pewno nie przypominała modelki z okładek magazynów – gdyby ją trochę podtuczyć miałaby całkiem ładną sylwetkę, ale póki co przypominała kościotrupa.
    - Co się gapisz jak sarna postrzelona w dupę? - jej ostry ton przeciął pomieszczenie niczym brzytwa. Mężczyzna stojący na wejściu świetnie wiedział, że mówi do niego, ale ona nawet nie skierowała na niego spojrzenia. Ale chwila, chwila... On mógłby być przydatny... A gdyby tak... GENIALNE. Uśmiech rozjaśnił jej twarz. Ale On jeszcze nie wiedział.

    Balladyna

    OdpowiedzUsuń
  7. {Hej, myślę, że Leni ma coś, co mogłoby twojego cud-Aryjczyka zainteresować. Chętny do rozmowy?}

    Leni

    OdpowiedzUsuń
  8. [Proszę Cię! Bicza nie ukrecisz ale wyobraźnia i kreatywny umysł dużo potrafią zrobić ;) raczej nie atakowalabym Pana Jedynki bo wydaje się super wazny, ale może chcesz we dwójkę z nim pogadać? :D]

    Riddle

    OdpowiedzUsuń
  9. {Nawet nie przeszło mi przed myśl podejrzewać ją o altruizm. Pokój wspólny pasuje Klausowi? Przynajmniej na początek, bo potem może przejdą gdzieś, gdzie tajemnice będą bezpieczniejsze}

    Leni

    OdpowiedzUsuń
  10. {Mogę być na tyle tajemnicza, żeby stwierdzić, że po prostu zacznę, a Klaus niech kręci się po salonie i zobaczymy jak zareaguje? Gdybym powiedziała teraz więcej, zepsułabym niespodziankę. Zwykle jestem jednak trochę bardziej ogarnięta, ale Gra stwarza chyba czasami nadzwyczajne sytuacje, wybacz mi ;) Wrzucę odpis za jakieś pół godzinki, żeby cię dłużej nie trzymać sam na sam z domysłami}

    Leni

    OdpowiedzUsuń
  11. Siedzę w pokoju wspólnym z notesem na kolanach. Mój prywatny lofcik jest prawie pusty i narysowałam już wszystko co tam mam, więc teraz wracam do niego tylko na noc. W salonie zawsze kręci się pełno ludzi, nieświadomych, bezpłatnych modeli.
    Szkicowanie pozwala się trochę odprężyć i chociaż na chwilę czuję, że wracam do swojego prawdziwego życia. Wiem, że wcześniej rysowałam. Nie chodzi o żadne idiotyczne przeczucie, jestem pewna. Znam technikę, pamiętam perspektywy, mam warsztat. Nie mogłam się z tym po prostu obudzić. Ktoś mnie tego kiedyś nauczył. A ja dowiem się kto.
    Między mną, a kartką nie ma miejsca na całą tę cholerną Grę. Znikam stąd i jest już tylko czarny tusz i biel papieru. Żadnego pieprzonego turkusu. Mam nadzieję, że podeślą mi nowy szkicownik, bo do końca tego zostało mi już tylko kilka stron. Mogłabym ewentualnie przehandlować za coś kartki od innych. Wątpię, żeby używali swoich notesów. Ale to wiązałoby się z rozmową. Mimowolnie krzywię się na samą myśl.
    Siedzę po turecku na podłodze, oparta plecami o ścianę. Kątem oka obserwuję całą salę znad kartki. Przypomina trochę scenę z psychiatryka. Nie mam pojęcia, czy powinnam mieć takie skojarzenia, ale zdecydowanie wolę założyć na razie, że wariatkowo znam tylko z Lotu nad kukułczym gniazdem i Przerwanej lekcji muzyki. Każdy w takim samym wdzianku, wszystko sterylne, okien nie ma, a meble przytwierdzili do podłogi. Brakuje tylko dyżurki z pielęgniarkami, ale zdziwię się, jeśli nie patrzy teraz na mnie żadna niewidoczna kamera.
    Moi nowi przyjaciele tylko pogłębiają wrażenie, że zamknęli mnie w szpitalu dla psycholi. Niektórzy siedzą cicho w skupieniu, jakby tu w ogóle dało się nad czymś skupić. Snują teorie spiskowe, albo po prostu czekają, sami pewnie nie wiedzą dokładnie na co. Część próbuje zabić czas rozmową, bilardem albo filmami. Większość stara się przede wszystkim wyglądać na groźnych i pewnych siebie. Dość prymitywna strategia, ale nie narzekam, bo im więcej kretynów, tym większe mam szanse na wygraną.
    Jednym granie twardzieli wychodzi lepiej, innym gorzej, ale po pewnym czasie każdego zdradza w końcu jakiś szczegół. Dlatego nie stanowią większego zagrożenia, wystarczy dobrze patrzeć.
    Tak czy inaczej, nikt nie zwraca na mnie uwagi. Kolejna wariatka obserwująca resztę w milczeniu, nie jestem dla nich żadną atrakcją.
    Za chwilę wrócę już do mojej prywatnej błękitnej klatki. Salon zaczyna powoli pustoszeć, moi modele uciekają, więc nie mam po co tu siedzieć. Nawet nie zauważyłam kiedy zrobiło się tak późno. No cóż, miło spędzony czas się nie dłuży.
    Jutro może spróbuję kogoś otruć. Jestem ciekawa czy kosmetyki z łazienki zmienią kolor błękitnego napoju. I czy można się tym jakkolwiek zatruć? Jak Oni wtedy zareagują? Hmm, trzeba będzie sprawdzić. Zadowolona perspektywami na następny dzień wstaję i przeciągam się z uśmiechem, ale za duży skok ciśnienia zalewa mi natychmiast oczy mroczkami. Notes wymyka się z dłoni i spada na płytki, otwierając się na jednej z pierwszych stron, tej ze szkicem aparatu.
    Potem chwilę (mam nadzieję, że krótką, ale nie potrafię stwierdzić) nie widzę już nic oprócz wirujących gwiazdek. Wreszcie odzyskuję przytomność. Zachłannie łapię powietrze i mrużę powieki przed lampą wiszącą tuż nade mną. Nie mam pojęcia kiedy znalazłam się z powrotem na podłodze, ale wcale mi się to nie podoba.

    Leni

    OdpowiedzUsuń
  12. [Cześć i czołem! Widzę, że Klaus to taki groźny wiking, z którym na pierwszy rzut oka Mona w ogóle nie powinna się zadawać - i to jest dla niej prawdopodobnie wystarczający powód, żeby jakoś do niego zagadać. Witam cieplutko na blogu, i życzę miłej zabawy w Grze!]

    Mona Lisa.

    OdpowiedzUsuń
  13. Ciekawym doświadczeniem było poznawanie samej siebie. Uczyła się swojego charakteru, swoich zachowań, wieczorami rysowała oczyma wyobraźni swoją przeszłość; miała jednak wrażenie, że jest to bezcelowe, bo jest to tylko i wyłącznie projekcja jej wyobraźni – sztuczna nadzieja na to, że kiedyś będzie mogła skonfrontować swoje domysły z prawdą. Powinna była zacząć godzić się z tym, że nigdy stąd nie wyjdzie. Nie nadawała się, nie była wystarczająco sprytna i inteligentna – dlatego wiecznie szokowała, wywoływała zamieszanie, uznając to za jedyne, co może robić w tak beznadziejnej sytuacji. W końcu kiedyś komuś puszczą nerwy i wyrzucą ją przez okno... Prawda?
    - Nie tylko do wniosku doszedłbyś w kilka sekund, zapewniam cię – stwierdziła z szerokim uśmiechem. O ile jej uśmiech był piękny, radosny i zaraźliwy, tak wystarczyło tylko spojrzeć w jej czarne oczy, by zobaczyć wariatkę – było w nich coś szalenie niepokojącego.
    - A nie mogę się tak po prostu do ciebie uśmiechnąć? - zmarszczyła brwi, wyraźnie smutniejąc - Czemu od razu uważasz, że mam w tym jakiś cel? Czemu wy wszyscy uważacie, że mam tylko złe intencje? - wypowiedziała te słowa tonem, który u kogoś normalnego mógłby wróżyć rozlew łez.
    - No bo co miałabym zrobić? Uśmiechnąć się, żeby zacząć cię zaraz dusić? - przeniosła dłoń na jego szyję, sunąc kciukiem po jabłku Adama. -...albo skręcić ci kark? - wstała, po czym stanęła za jego plecami. Jedną rękę ułożyła na jego żuchwie, w czułym geście sunąc paznokciami po jego zaroście, a drugą wsunęła, niby nieopatrznie, pod jego kombinezon, kładąc ją na jego ramieniu. - Jak widzisz, jestem na to za słaba... - jej dłoń powoli zaczęła sunąć w dół jego ramienia, choć jedynie paznokieć palca wskazującego dotykał jego skóry; zatrzymał się na jego mostku. Wtedy cofnęła obie dłonie i jakby nigdy nic usiadła na swoim poprzednim miejscu. Nie trudno było się domyślić, co miała zamiar ugrać - choć nie było to do końca oczywiste, to nie równało się rozwikłaniu którejś z zagadek Bazy Danych. Jej cel był jeden – chciała zwrócić Ich uwagę. I była gotowa zrobić wszystko.
    - Uśmiechnęłam się na widok tak przystojnego mężczyzny. - odparła poważnie, z gracją opierając jedną dłoń na stole. - Liczyłam na to, że wykurzę Ich ze swoich kryjówek, żeby chociaż zobaczyć ich stroje, ale jak widać, moja koścista dupa nawet ich wystraszyła. - zamyśliła się na dłuższą chwilę - Mogłabym pójść się ubrać, ale skoro za sprawą mojego uroku osobistego mamy wolną całą Salę Główną... - uśmiechnęła się, tym razem lekko, przyjaźnie. To właśnie była ona – raz zachowywała się jak skończona wariatka, a raz była całkiem normalna i to chyba ta nieprzewidywalność w niej była najbardziej niepokojąca. - Muszę to posprzątać... - westchnęła, po czym zeszła z krzesła i zaczęła zbierać porozrzucane książki, jakby nigdy nic. Jakby jakieś trzy minuty temu nie udawała, że próbuje mu skręcić kark.

    Balladyna

    OdpowiedzUsuń
  14. [Śniło mi się, że Ci odpowiedziałam na komentarz. Czytanie w środku snu czegoś chyba nie jest więc dobrym pomysłem, cóż... Sawyer jest niski, serio (widzę go jako niecałe 170cm), więc pomimo charakteru raczej jest nieszkodliwy... w przeciwieństwie do Twojego pana, z którym chętnie popiszę, ale nie mam pomysłu.]

    SAWYER

    OdpowiedzUsuń
  15. Próbuję się podnieść, z raczej marnym skutkiem, bo mięśnie nie robią sobie nic z moich starań. Opadam z powrotem na podłogę, tłumiąc jęk. Z tyłu głowy odzywa się pulsujący ból; musiałam porządnie przywitać się z kafelkami. Zrezygnowana zakrywam oczy dłonią przed rażącym światłem. Lampa prześwieca moje palce; naczynka krwionośne przebijają skórę, tworząc czerwoną obwódkę. Widzę biegnące delikatnie cieknie żyłki, dzięki którym całość sprawia wrażenie, jakby w mojej ręce zakorzeniła się roślinka, zbyt nieśmiała, żeby opleść mnie na zewnątrz. Zazdroszczę jej, że może się schować we mnie, nie oglądać tego wszystkiego. Bezpiecznie skryła się i tylko przypadek sprawił, że dowiedziałam się o jej istnieniu.
    Nie mam siły, ani ochoty walczyć z samą sobą, więc tylko układam się wygodniej na posadzce i przymykam oczy. Ogrzewane płytki otulają ciepłem plecy i mimo, że część mojego umysłu pulsuje bólem z tyłu czaszki, jest całkiem miło. Nie spieszy mi się nigdzie, mogę tak leżeć do rana.
    Właśnie zaczynam się zastanawiać czy na pewno zdrowo robię odpuszczając sobie, zamiast wstać i wrócić do pokoju, tak jak wcześniej zamierzałam. Niestety moja rozsądniejsza strona stoi na przegranej pozycji, bo najzwyczajniej wali mnie jak zdrowa psychicznie jestem - nie wylądowałabym tu gdyby wszystko było ze mną w porządku. Kiedy tak rozmyślam, lampę nade mną przysłania spory kształt. Odsuwam dłoń i wywracam zirytowana oczami, bo teraz wyraźnie widzę, że pochyla się nade mną jakiś facet.
    Mówi coś do mnie, ale nie słucham uważnie. Nie, ze mną wszystko w porządku, dzięki za troskę. Tylko nie siedź przy mnie, proszę. Wbijam wzrok w punkt tuż koło jego twarzy - trudno mi patrzeć ludziom w oczy, błagając w myślach, by zrozumiał, że nie potrzebuję pomocy, zanim będę mu to musiała powiedzieć. Niech tylko się odsunie. Dlaczego nie wraca do swoich zajęć, skoro widzi, że nic mi się nie stało? Głupota z mojej strony, dobrze wiem, że przebywając na stacji nie ma się nigdy prawdziwych zajęć. Wszystko jest tylko zabijaniem czasu, oszukiwaniem samego siebie, żeby nie skończyć ze wzrokiem tępo wlepionym w ścianę. Ale na razie wszystkim dobrze wychodzi ta iluzja, potrafią tworzyć sobie sprawy do załatwienia.
    Błądzę spojrzeniem koło jego oczu, najwyraźniej nie chce mnie wysłuchać, albo po prostu nie rozumie o co chodzi. Ociągam się, ale w końcu będę musiała otworzyć do niego usta. Idiota. Nie odchodzi, nie potrafię się w sobie zebrać, więc prycham, jak rozgniewana kotka i odwracam wzrok. Wiem, że w takich chwilach wyglądam na zupełnie pomyloną. Nie przeszkadza mi to za bardzo, ze wzrokiem morderczyni łatwiej odstraszać ludzi. Nawet jeśli pokażę słabość, pęknięcia na wizerunku absolutnie obłąkanej podkręcają tylko efekt. Zaraz się podda. Czekam niecierpliwie, przygryzam bezkrwistą wargę zdenerwowana, że jeszcze tu siedzi.
    Dopiero po chwili dociera do mnie, że mężczyzna jest zdecydowanie zbyt rozgorączkowany, żeby mogło chodzić o pomoc. Kątem oka lustruję go w całości, tym razem zdecydowanie dokładniej i od razu marszczę brwi. Trzyma w dłoni mój notes, musiał mi wypaść kiedy straciłam przytomność. Cholera. Jednak będę musiała przełożyć leżenie na podłodze na inny termin.
    Opieram się na łokciach i przechylam głowę w bok, żeby lepiej widzieć natręta. Kojarzę go, chociaż oczywiście nie zamieniłam z nim nigdy słowa. Lubię go rysować, wygląda zawsze jakby dopiero co wyszedł z lasu. Opalenizna i muskuły nie zdążyły się jeszcze poddać zamknięciu w czterech ścianach, chociaż i na nie pewnie przyjdzie czas. Póki co, ogorzała twarz kontrastuje ze sterylnymi kolorami pomieszczeń, tworząc mi namiastkę innego świata. Lodowate, błękitne oczy buntują się lazurowym pomieszczeniom, dlatego często szkicuję je, ale zdecydowanie wolę je oglądać z bezpiecznej odległości. Najlepiej z drugiego końca salonu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co go obchodzi mój notes? Nie emocjonowałby się przecież swoją twarzą na kartce, musiał tam zobaczyć coś ważniejszego. Nie rysowałam nic, czego by nie widział na własne oczy, tylko salon i mój pokój, bo przecież nic poza tym nie mam…
      Aparat. Nie powinnam go rysować, to było oczywiste od początku, ale skrawek z tamtego świata był zbyt kuszący, żeby ukryć go przed wszystkimi nie nacieszywszy się nim wcześniej. Szanse, że zeszyt dostanie się w nieproszone ręce były niemal zerowe. Ale, jak się właśnie okazało, nadal istniały. Siadam stabilniej i, tym razem już zbyt wściekła, żeby czuć dyskomfort z tego powodu, zatapiam w mężczyźnie widmowe spojrzenie.
      - To zwykły aparat. Czym się tak podniecasz? - mówię powoli, akcentując każde słowo. Zawsze melodyjny, chłodny głos stanowi groźbę sam w sobie.
      Nie widzę sensu podejmowania jakichkolwiek prób wyrwania notesu, aż tak się jeszcze nie stęskniłam za podłogą. Zobaczył już wszystko co go interesowało, więc niczemu bym nie zapobiegła. Bez pośpiechu przymykam powieki, zmęczył mnie kontakt wzrokowy.

      Leni

      {Wybacz, że dwuczęściowo, ale Gra nie zgadza się na za długie komentarze, wredota}

      Usuń
  16. Adekwatnie do jego przemyśleń, może powinna była przejąć się jego słowami? W końcu była to uwaga uderzająca w jej poczucie własnej wartości. Każda normalna kobieta by się nie przejęła, a jednak jego słowa kompletnie po niej spłynęły. Lubiła swoje ciało, lubiła chude nadgarstki, które prawdopodobnie były dwa razy cieńsze od jego, chude uda, nie mające żadnych znamion kobiecości i w końcu lubiła wystające żebra, które można było bez problemu policzyć – nie musiała nawet wziąć wdechu. Na jej szaleństwo składała się również czysta, niezaprzeczalna miłość do samej siebie; można wręcz powiedzieć, że wraz z momentem obudzenia zakochała się w swoim chudym ciele i wojowniczym charakterze. Podobały jej się jej czarne, falowane włosy i jeszcze bardziej czarne oczy, a ponad wszystko uwielbiała zapadnięte policzki. Zdecydowanie wpadła w chore samouwielbienie.
    - Wariatki? - pokręciła głową z rozbawieniem. - Nie nazwałabym się tak. Postrzegam świat po prostu inaczej od was. - i znów ten uśmiech. Niby piękny, dziewczęcy, ale przypominał trochę uśmiech wampira, który wystawia kły, by zaraz wbić się nimi w tętnicę szyjną i wypić całą krew, po czym porzucić zużyte ciało.

    Jego dotyk działał upajająco; jej drobne, chude palce zdecydowanie nie spełniały swojej roli w zaspokajaniu jej potrzeb. Jej libido momentalnie rozbudziło się i wystarczył ten drobny ruch z jego strony, by z jej ust wydarło się ciche westchnięcie – kompletnie niekontrolowane, zaskoczyło ją samą.
    Nie trzeba było jej się przyglądać, by widzieć, że bardzo słaba jest – jej cera była szara, oczy podkrążone, a jej ruchy znacznie spowolnione. Znała już etapy odstawiania niebieskiego napoju. Pierwszy dzień był znośny – czuła się całkiem dobrze, czasem miała lekkie zawroty głowy, ale wciąż miała mnóstwo energii. Drugi dzień był... trudniejszy. Zawroty głowy były mocniejsze, czasem parę razy zdarzało jej się upaść. Jednak dopiero trzeciego dnia następowało apogeum – nie była w stanie wstać, obraz jawił jej się w stop klatkach, nie myślała trzeźwo. Walczyła z zimnymi dreszczami i to zazwyczaj bezskutecznie.
    Kocim ruchem przeszła przeszła na jego krzesło, po czym usiadła między jego udami i oplotła nogami jego tułów; jej ręce owinęły jego klatkę piersiową. Przypominała cyrkową małpkę - i nią też w istocie była.
    - Nie. - wyszeptała mu do ucha, nie musząc się zbytnio wyciągać; była całkiem wysoka. - Podnieciłby mnie widok twojego spoconego ciała. Tego, jak łapiesz mnie za włosy, jak uderzasz w twarz, każesz dławić się swoim kutasem i sprawiasz mi ból. Jak we mnie wchodzisz, zaciskasz dłoń na gardle i przerywasz, by dojść na mojej twarzy. - jej szept był tak cichy, że docierał tylko do jego ucha. Jej język przejechał po płatku jego ucha, zostawiając za sobą mokry ślad.
    - Zaniesiesz mnie do pokoju? - zapytała tak słodkim i niewinnym tonem, że można by pomyśleć, że tak sprośne i wulgarne słowa jak te wcześniej nie mogły wydobyć się z jej ust. - Jestem bardzo słaba, bo nie piłam niebieskiego napoju od dwóch dni... - wyszeptała, a jej, wcześniej mocno zaciśnięte dłonie na jego plecach, teraz zaczęły się rozplatać.

    Nie, jak najbardziej nie – jest idealnie! Kocham takie naturalistyczne opisy, wrzucaj ich jak najwięcej :) Uznajmy, że Balladyna nie zaczęła zbierać tych książek – nie odpuściłaby sobie takiej okazji!

    Balladyna

    OdpowiedzUsuń
  17. Witam serdecznie!
    Skoro jest chętny do wątku, to właśnie pokombinujmy! Jakoś specjalnie kreatywna w zaczynaniu opowiadań nie jestem, ale coś tam wymyśliłam. Nasi bohaterowie mogli wpaść na siebie np. w nocy, kiedy wszyscy by spali. Persi idąc i rozmyślając nad może tymi pagerami, co je dostaliśmy, mogłaby wylać na Klausa niebieski napój. Szczytem kreatywności by, tego nie nazwała, ale coś jest ;p.

    Persephone

    OdpowiedzUsuń